piątek, 30 października 2009

Wywiad z miejscowym liderem.
Rozmowa z Panią Józefą Ogrodnik.

Kilka słów o sobie. Dominujące cechy charakteru.
Mam 52 lata, jestem pogodną niewysoką blondynką. Mam dorosłe dzieci, wnuki, kochanego męża. Lubię się śmiać, pracować z dziećmi i młodzieżą, lubię się uczyć. Wydaje mi się, że jestem pracowita, nie ma dla mnie problemów nie do rozwiązania. Do tego jestem uparta – ma to swoje dobre i złe strony. Jak wszystko w życiu. Mam – dziś modne słowo – silne adhd – więc potrzebuję być w ruchu. Wybrana aktywność daje mi taką możliwość.

Dlaczego zajęła się Pani "Klubem Żeglarskim"?
W Uczniowskim Klubie Żeglarskim Horn trzeba trochę „porządzić”, rozwiązać co trudniejsze problemy (np. skąd wziąć kasę na działalność czy jak poprowadzić dalej inwestycje). Trzeba też pouczyć trochę młodych żeglarstwa – to lubię najbardziej.

O żeglowaniu zrządził przypadek. Zmarła mi mama kiedy miałam trzynaście lat i Tato pozwolił mnie i rodzeństwu chodzić do pobliskiego klubu na żagle. Tam wprawdzie dziewczyn nie potrzebowali, ale zgodzili się byśmy z siostrą przychodziły. Za rok byłyśmy najlepszą załoga w klubie i tak już poszło: jak coś robić, to na maksa. Tak to żagle przypadły mi do gustu i przewijały się potem przez całe życie do dziś. Zajęłam się jednak żeglarstwem „szuwarowo – bagiennym”. Nie ciągnęły mnie wielkie rejsy po morzach bo „za długo nie widać brzegu” na horyzoncie. Za to małe, zwinne łódki okazały się w sam raz dla mnie i tak już zostało do dziś. Z nimi zwiedzam świat jeżdżąc na zawody i obozy.

Czy odczuwa Pani satysfakcję?
To co robię, daje mi dużo radości. Wkładam w swoje działania serce. Niektórzy mówią, że jestem autentyczna. Ja nie potrafię udawać. Staram się wyraźnie stawiać granice i dawać dużo swobody moim uczniom. No bo gdzież, jak nie na przystani nauczą się samodzielności i kreatywności w sytuacjach odmiennych od zwyczajnego życia. Ja byłam traktowana podobnie i to się jak widać znakomicie sprawdziło. To są chyba dobre elementy w łamigłówce pt. „życie Ziutki”. Za to właśnie kocham żagle. Do tego jeszcze ten kontakt z przyrodą, naturą… podglądanie rano kaczek czy ryb. Żyć nie umierać.

Czy napotkała Pani wiele problemów?
Problemów jest wiele, ale póki co wszystkie rozwiązywalne. Staram się pamiętać o jednym. Nie odkładam ich na później, tylko rozwiązuję je, kiedy przychodzą. Dzięki temu nie rosną za bardzo, a zawsze znajdzie się ktoś, kto „nierozwiązywalne” problemy pomoże ugryźć. A kiedy problem się rozwiąże ile jest radości. Pamiętam o tym żeby nią się dzielić i dziękować za pomoc. To jest bardzo fajne.

Wiąże Pani z tą działalnością swoją przyszłość?
Pewnie, przecież daje mi ona dużo radości. Przyjemnie jest patrzeć jak coś się udaje, wychodzi. Mam jeszcze dużo do zrobienia, a ilu przy tym przyjaciół się zyskuje. Ile radości i spełnienia to niesie. Czy znajdę gdzieś coś lepszego od patrzenia jak tworzy się nowe, lepsze? Wiem że to dla wielu banały, ale jakie cudowne….